Strona główna > Historia Mokotowa > Lotnisko Pole Mokotowskie

Lotnisko Pole Mokotowskie

Dzisiaj Pole Mokotowskie to idealne miejsce na spacery, randki i pikniki. Mało kto wie, że przed 100 laty ten pełen zieleni park wyglądał zupełnie inaczej – i wbrew pozorom o wiele mniej sielsko niż obecnie. Wypełniał go warkot startujących samolotów!

pole mokotowskie, czesław zbierański

Czesław Zbierański i pierwszy polski samolot na lotnisku mokotowskim. W tle hangary Towarzystwa „Aviata”. Rok 1911.

Lotnisko na terenie Pola Mokotowskiego powstało w 1910 roku z inicjatywy księcia Stanisława Lubomirskiego, który uzyskał zgodę carskiego gubernatora i założył Warszawskie Towarzystwo Lotnicze „Aviata”. Znajdowało się ono w miejscu, które obecnie wyznaczają ulice: Wawelska, Waryńskiego, Rakowiecka oraz Żwirki i Wigury (legendarni polscy lotnicy swoje pionierskie loty odbywali właśnie tutaj). Rok wcześniej, na torach wyścigów konnych, które również znajdowały się wówczas na Polu Mokotowskim, mieszkańcy Warszawy mogli po raz pierwszy zobaczyć na własne oczy aeroplan. Niestety, należący do francuskiego awiatora Guyota samolot „La Manche” połamał się zanim oderwał się od ziemi.

Towarzystwo „Aviata” posiadało siedem samolotów: 3 dwupłaty Farmana, 2 jednopłaty Etrich i 2 Blerioty. Jednak ambicją księcia Lubomirskiego było, żeby na terenie Pola Mokotowskiego powstawały konstrukcje rodzime. To tu właśnie inżynier Czesław Zbierański skonstruował w 1911 roku pierwszy polski samolot.

O tych pionierskich czasach lotnictwa w Warszawie wspominał wybitny pilot (odznaczony Krzyżem Walecznych za loty w czasie bitwy warszawskiej 1920 roku) Janusz Meissner w książce pod tytułem „Jak dziś pamiętam”:

pole mokotowskie, stanisław skarżyński

Pole Mokotowskie, 1933 rok. Oczekiwanie na kapitana Stanisława Skarżyńskiego, który jako pierwszy Polak przeleciał nad Atlantykiem.

W nowym mieszkaniu jest ciemno i nudno, ale blisko stąd do Łazienek i do Pola Mokotowskiego. Zwłaszcza Pole Mokotowskie budzi naszą ciekawość: odbywają się tam próby lotów na aeroplanach. Jeszcze do niedawna mało kto wierzył w możliwość latania na tych aparatach o dziwacznej konstrukcji, ze skrzydłami krytymi płótnem, choć podobno już w roku 1903 unieśli się w powietrze na czymś takim bracia Wright, a parę lat temu Bleriot przeleciał nad kanałem La Manche. Pierwszy publiczny pokaz cudu techniki w Warszawie trwał około czterech godzin, bo ciągle coś się tam psuło. Aeroplan stał daleko od miejsc dla publiczności, ledwie go było widać, tylko od czasu do czasu buchały kłęby dymu i rozlegało się terkotanie motoru. Ale wreszcie doszli z nim do ładu, pan Legagneux usiadł na siodełku, piekielna machina wzięła długi rozpęd, a potem oddzieliła się od ziemi i – nie do wiary! – poleciała! Co prawda leciała najwyżej z pięć metrów nad ziemią, pochyliła się, zatoczyła łuk i… silnik znowu zgasł. Wszyscy oczekiwali katastrofy, ale bohaterski awiator wylądował pomyślnie. Teraz od czasu do czasu widuje się aeroplan wysoko nad miastem. Ludzie stają, zadzierają głowy, a pomruk silnika spływa z nieba falami, jak dźwięczący pył niesiony podmuchami wiatru. To jest zachwycające!”.

Ze wspomnień Meissnera możemy się też dowiedzieć, że pierwsi śmiałkowie, którzy odważyli się wsiąść do „piekielnej machiny” i odbyć krótki lot nad Polem Mokotowskim, musieli za tę ekscytującą przygodę zapłacić 100 rubli. Od opisanego wyżej, przypominającego igranie ze śmiercią pokazu minęło trochę czasu. Konstrukcję aeroplanów udoskonalono na tyle, że latać zaczęli nie tylko samobójcy. Mimo wszystko, czytając opisy Meissnera, trzeba przyznać, że ówczesnym mieszkańcom Warszawy nie brakowało odwagi.

pole mokotowskie

Fokker Linii Lotniczych LOT po przylocie na lotnisko na Polu Mokotowskim. Rok 1933. Zwróćcie uwagę, jak wyglądała kiedyś tablica przylotów.

Przy Stowarzyszeniu Techników powstaje Koło Awiatów. Stanisław Lubomirski urządza Dni Awiacyjne, zakłada towarzystwo akcyjne „Aviata”, które otrzymuje piętnastoletnią koncesję na szkolenie pilotów sportowych i wojskowych, buduje na Polu Mokotowskim hangary i warsztaty, które mają stanowić zaczątek fabryki aeroplanów. Podczas Dni Awiacyjnych latają w Warszawie piloci zagraniczni: Caters, Tyck, Gorissen, Grand, Fischer, Barrier i Rosjanin Utoczkin oraz dwaj Polacy: Supniewski i Piotrowski. Po nieudanych dotychczas wzlotach pragniemy nareszcie obaczyć własnymi oczami, uwierzyć w to, o czym czytamy ciągle, że nie tylko wznieść się można, ale i kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt minut bezkarnie krążyć w powietrzu. Mija minuta, dwie, trzy, dziesięć, piętnaście! Publiczność oczom nie wierzy, rzecz w Warszawie niebywała. Utoczkin lata i lata, nie dając nikomu innemu dojść do wzlotu. W jego ręku aeroplan to prawie powóz czy samochód zajeżdżający do dwora po gości. Po trzydziestu czterech minutach awiator, to spuszczając się na dół, to wznosząc na wysokość czterdziestu metrów z iście sportową fantazją, wylądował sam i nieprzymuszony. Utoczkin wzbudza taką pewność, że tylko z początku imponowali śmiałkowie, którzy puszczali się z nim jako pasażerowie. Potem stało się to prawie udziałem łatwym i banalnym wszystkich – nawet niewiast – którzy sto rubli wyłożyć mogli”.

pole mokotowskie, pola mokotowskie, historia polskiego lotnictwa

Zawody lotnicze w 1934 roku. Bywało, że kończyło się tak….

W czasie wojny polsko-bolszewickiej Pole Mokotowskie służyło jako lotnisko frontowe, a po jej zakończeniu przekształcono je w port cywilny. Początkowo hala odpraw mieściła się… w wagonach kolejowych. Dopiero potem postawiono budynek z prawdziwego zdarzenia w okolicach dzisiejszego skrzyżowania Wawelskiej i Niepodległości. Lotnisko obsługiwało połączenia między Warszawą a Pragą, Strasburgiem i Paryżem. Działała na jego terenie między innymi firma „Aerolot”, którą w 1929 rok przekształcono na LOT. Warunki panowały tam surowe. Dopiero w 1931 roku na terenie lotniska pasażerowie mogli czekać na samolot w restauracji. I dopiero wtedy – co z dzisiejszej perspektywy wydaje się nie do pomyślenia – powstało na jego terenie ambulatorium i zaczęły działać posterunki straży pożarnej i policji. Natomiast niedaleko, w okolicach Placu Unii Lubelskiej, stanęły Państwowe Zakłady Lotnicze, w których produkowano i serwisowano rodzime samoloty PZL, cenione również za granicą.

Aeroplany przestały unosić się nad Śródmieściem i Mokotowem w latach 30. Warszawa rozbudowywała się i loty w coraz gęstszej zabudowie stawały się niebezpieczne, dlatego władze zdecydowały się przenieść lotnisko na wykupione specjalnie na ten cel ziemie dalej na wschód. Tak powstało lotnisko Okęcie, uroczyście otwarte w 1934 roku przez prezydenta Mościckiego.

Po II wojnie światowej Pole Mokotowskie skurczyło się o ponad połowę. Rozparcelowano je, urządzono miejski park, a na pozostałych częściach wybudowano między innymi Bibliotekę Narodową, siedzibę Głównego Urzędu Statystycznego, budynki stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej i Politechniki. Dzisiaj po dawnym lotnisku zostały już tylko nieliczne pamiątki, jak choćby sąsiadująca z Polem Mokotowskim ulica Żwirki i Wigury i Pomnik Lotnika. Pozował do niego inny jeszcze as naszego lotnictwa, Bolesław Orliński, który w zwycięski lot na trasie Warszawa – Tokio – Warszawa wystartował właśnie z Pola Mokotowskiego. Na szczęście pozostały fotografie i wspomnienia dokumentujące ten barwny okres narodzin polskiego lotnictwa.

Wszystkie fotografie (oprócz zdjęć Czesława Zbierańskiego) pochodzą z archiwum rodziny Rychterów (http://archiwa.rychter.com).

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: